Znowu obzartuchy wybraly sie na sushi, tym razem do ulubionego FUJI. Az wstyd patrzec ile zjedli we troje (mama policzyla, ze 69 kawalkow!) bo ja zadowolilam sie ryzem, truskawami i woda.
Dni teraz bardzo upalne i tylko poznym popoludniem mozna troche odsapnac na hamaku. Juz nie chce mi sie dreptac po calym dniu i tak sobie leze...i tak sobie marze....
Tata wyjechal dzis ogrodowa kareta, wylozyl ja materacem i hej ho - jazda przez caly ogrod! Brum brum - pare okrazen i sie tata zmeczyl ale obiecal jutro kolejna runde.
Dzis po raz pierwszy dostalam swoj koszyk i wyruszylam na podboj dzialu z owocami i warzywami! Pierwsze w koszyku wyladowaly banany. Potem truskawy, arbuz, fasolka zielona i .....lepiej nie wypisywac bo zaraz jestem glodna!