No a ze czasami jestem glodna miedzy posilkami, to ssie sobie (namietnie) dziob pingwina. Z reszta, cokolwiek mi wpadnie do reki nadaje sie do ssania albo spozycia - male papierki, kamyczki z kominka, gumka, igly od grudniowej choinki (tak, tak jeszcze sie w katach walaja, choc juz marzec!), nawet porecze od fotela. Lubie sobie possac, posmakowac roznosci i juz. No ale gonia mnie za to, wiec raczej oficjalnie ssie rzeczy bardziej tradycyjne - na przyklad skorzany dziob pingwina. Biedny pingwin! Flap flap...

