Wednesday, March 28, 2007

Serek pychota

Konsystencja bialego sera od Amiszow pobila jak narazie wszystkie inne zywnosciowe nowosci! Teraz na kolacje zamawiam codziennie chlebek z maselkiem i serkiem!


Tuesday, March 27, 2007

Hulanki

Wieczorem tancuje sobie z mama, choc mama mowi, ze jestem coraz ciezsza i juz niedlugo bedziemy tanczyc razem za rece a nie na jej biodrze. Tata pstryka foty a ja zaraz powaznieje!

Odwiedziny

Dzis po poludniu odwiedzilam Bena i jego rodzinke. Ben ma fajowe zabawki i piekna bawialnie z widokiem na lasek. Jak narazie jestem bardzo niesmiala w kontaktach z innymi dzieciaczkami ale powoli sie przyzwyczaje. Jeszcze bedziemy razem wywijac!



Maly kapelusznik

Zabawy w piaskownicy i kamyczkami sa jak narazie moimi ulubionymi na podworku. Nie lubie tylko jak zbyt mocno wieje, bo nie wiem czy lapac wiatr czy kapelusz...




Piaskownica

Zaczynam opanowywac coraz wiecej przestrzeni, nie tylko w domu ale i wokolo. Wlasnie na tarasie stanela moja piaskownica i tata od razu zaplanowal rozbudowe tarasu, bo jak tak dalej pojdzie nie beda mieli nawet gdzie ustawic krzesla.



Sunday, March 25, 2007

Po psotach

Kiedy Max byl juz wymeczony i zasnal, przyszla pora na mnie. Nadrobilam straty plynow w moim malym organizmie i slodko zasnelam...pewnie ku uciesze mamy i taty. A niech im tam, beda mieli chwile wytchnienia.



Niedzielne psoty

Najpierw napsocilam sie Maxowi w jego malej jadalni. Jak zawsze miska z woda zostala zabezpieczona wyzej, abym nie siegnela ale udalo mi sie choc pomerdac w jego misce od jedzenia. Max uciekl do swojego kata ale i tutaj go dopadlam!


Sprobowac wszystkiego

Dzis dostalam maly pojazd, wiec siad na niego i probuje. Ale jeszcze mi za trudno sie samej odpychac. Moze udaloby sie zaciagnac Maxa?...

Thursday, March 22, 2007

Ide i krzycze...

Ide i macham, ide i krzycze, ide i sie smieje, ide i sie ogladam - tyle juz potrafie! Powoli to cale chodzenie bedzie latwizna. Kazda okazja jest dobra, aby sie przejsc i trenowac.



Pola sportowiec

Dzis probuje krokow roznego rozmiaru - od tych tyci tyci do siedmiomilowych. Idzie mi coraz lepiej, gdyby zaistniala potrzeba moge i przebiec kawalek! Smiechu jest przy tym wiele. Na szczescie opanowalam ladowanie na przednich lub na pupie (amortyzacja pieluszkowa) i korzystam w danej chwili z tego co wygodne albo co sie uda.



Zaczela sie piekna wiosna i wychodzimy codziennie na spacerki. Wcale nie musze wiele chodzic, wystarczy ze wokolo sa kamyczki albo piasek i mam zabawe na nastepne pare godzin. Jako, ze od niedzieli chodze - przemierzam coraz dluzsze dystanse - to mama stara sie mnie uchwycic w chodzie aby udokumentowac moje starania. No i dobrze, bo niedlugo zaczne biegac i juz sie nie da pstryknac nierozmazanego zdjecia!




Pingwinie smakolyki

No a ze czasami jestem glodna miedzy posilkami, to ssie sobie (namietnie) dziob pingwina. Z reszta, cokolwiek mi wpadnie do reki nadaje sie do ssania albo spozycia - male papierki, kamyczki z kominka, gumka, igly od grudniowej choinki (tak, tak jeszcze sie w katach walaja, choc juz marzec!), nawet porecze od fotela. Lubie sobie possac, posmakowac roznosci i juz. No ale gonia mnie za to, wiec raczej oficjalnie ssie rzeczy bardziej tradycyjne - na przyklad skorzany dziob pingwina. Biedny pingwin! Flap flap...

Rankiem, ubieglam mame i wymknelam sie do lazienki aby posortowac jej pranie. Niestety, nakryla mnie i chyba niezbyt jej sie spodobalo moje grzebanie w brudach! Czas na sniadanie. Po kaszce i herbatce, dostaje na deserek male (mama sie boi, ze mnie utuczy!) ciasteczko bananowe. Uwielbiam je ale na jednym sie konczy. I do popicia juz potem przez caly dzien tylko woda. Juz sie przyzwyczailam.



Monday, March 19, 2007